XIV edycja Międzynarodowego Ekstremalnego Maratonu Pieszego KIERAT była wyjątkowa pod kilkoma względami. Najbardziej oczywista nowość, to, bez wątpienia, przeniesienie bazy zawodów, startu i mety z Limanowej do Słopnic(argumentacja oficjeli dostępna w obszernym liście na stronie Kieratu). Kolejne „wyjdą” w relacji, więc przejdźmy od razu do rzeczy:

⭐Wyposażenie(każdą kolejną relację będę zaczynał od spisu tego, co miałem przy sobie na trasie, byście mogli kierować ew. pytania dot. każdego elementu)

  • buty Altra Lonepeak 2.0
  • skarpety Injinji 2.0 compression
  • spodnie Dobsom r90
  • bokserki Brubeck
  • bluza Brubeck dry
  • kurtka Berghaus vapourlight hyper
  • plecak Inov-8 elite 20
  • czołówka Petzl  tikka +
  • zegarek Suunto ambit 2r(bez HR na trasie
  • kije Leki micro trail pro
  • bukłak Deuter 2l

Po ubiegłorocznym starcie na 50% możliwości(relacja) tym razem chciałem sobie odbić chude lata i pokusić wreszcie o wynik poniżej 20 godzin. Wierzyłem, że fizycznie jestem na to gotowy, bo już w 2015r. otarłem się o tę barierę(odliczając godzinne spóźnienie 😜) mimo paru solidnych wpadek nawigacyjnych.

Kier 1
Biuro zawodów – Gimnazjum im. Adama Mickiewicza w Słopnicach

Do Słopnic wyruszyłem z Zawoi ok. 13:30, więc, bez większego stresu na drodze, o 15:30 odebrałem pakiet. Wychodząc z pomieszczenia weryfikacji danych spotkałem jeszcze Diodaka(Krystian Korzański), który walczy jeszcze z powrotem do pełnej funkcji kolana bo bolączkach z 2016r. Ekipa w komplecie, więc pozostało zrobić małe spożywczo-bateryjne zakupy i dobrze rozpisać trasę 👌

Zakreślacz do ręki i jazda… Z Diodakiem u boku trwało to może z 15min i bodaj 2 przejścia chciałem rozpisać inaczej, więc zaznaczyłem obie wersje jako „do wyboru na trasie”. W przeciwieństwie do poprzednich lat kilka wariantów nie było oczywistych nawet dla bardziej doświadczonych nawigatorów, ale i tak zwykle wizualizacje przedstartowe kiepsko korelują z rzeczywistością w terenie, toteż nie było sensu się nad tym rozczulać na zapas.

Plan był prosty: przyzwoita nawigacja, mocny marsz pod górę, luźne, ale ostrożne zbiegi(kolano Diodaka) i meta za 20h. Do zrobienia, bo licząc nawet 5km zapasu na pomyłki  z mapą, potrzebna była średnia prędkość 5,25km/h. Z przewyższeniem ok. 4000m, to nie byłoby ani dla mnie, ani dla Diodaka tempo rekordowe.

Po rozgrzewce na macie, a przed samym wyjściem na start zważyłem plecak.

19747688_1596291843748412_1631847628_o
2,25kg – w tym ok. 1,5l wody. W tym roku skromnie z jedzeniem 😏

Jakieś 8 minut do początku zawodów spotkaliśmy się z Krystianem w strefie startowej. Była to też okazja do krótkiej pogaduchy z wielką postacią polskiego ultra – gwiazdą Kieratu i zawsze mocnym kandydatem do podium – Maćkiem Więckiem 🙂

19748014_1596291857081744_1634738241_o
Kto wie? Może za parę lat będę w stanie pogonić trochę Mistrza na trasach kolejnych edycji? 😉

 

START – 18:00[gg:mm]

„Rozgrzewka i ustalenia”
Temperatura w okolicach 22-24 stopni, sucho, trochę chmur na niebie. Pogoda zapowiadała się bardzo dobrze. Zdawało się, że wszystko składa się na nasze powodzenie, realizację planu…
Pierwszy punkt ustawiony na 6km optymalnego wariantu. Tu oczywiście cała zgraja, 660 zawodników napierała jeszcze jakby gęsiego. Wyjście z „miasta” asfaltówką ze sporą dawką truchtu na rozgrzewkę. Kije(złożone) od początku w dłoni. Trzy kwadranse i byliśmy przy pierwszym z trzynastu tegorocznych Punktów Kontrolnych.
PK119830273_1596291853748411_1010484617_o

PK1 – 18:47(limit 20:00) – 6km➡️ 300m↗️

„Pilnuj mapy!”
Szybkie zdjęcie i lecimy dalej w stronę Mogielicy… Nie mam jakichś złych wspomnień związanych z tym szczytem, ale oszczędzając sobie mocnego podejścia, zgodnie z planem ominęliśmy go trawersującym szlakiem. Następnie pozornie(dość gęsty las🌲🌲🌲) prosty zbieg do drogi i po kilku minutach kolejny punkt. Jakieś 500m nasz wariant odbiegał wtedy od optymalnej trasy budowniczego, dlatego też we wrzutce na Instagramie napomknąłem już coś niemrawie o nawigacji 😜

Zrzut ekranu 2017-07-10 o 15.45.1719807444_1596291850415078_2091510877_o

19749775_1596291867081743_2014097753_o.jpg

PK2 – 19:46(limit 22:00) – 10km➡️ 650m↗️

„Nawigacja ponad tempo…”
Na kolejny etap wyszliśmy już pod zachmurzonym niebem. Po niedługim podejściu spadł pierwszy na tych zawodach deszcz. Nie była to ulewa, ale już dobra okazja do przetestowania kurteczki w warunkach startowych – z plecakiem. Na szczęście była praktycznie na wierzchu dużej kieszeni plecaka. 30-45 sekund i gotowe. Bez problemu zarzuciłem ją na siebie, przeszła przez plecak i można było spokojnie napierać dalej. Było za dobrze. Peleton już się rozciągnął, dlatego truchtając, zbiegając rozglądaliśmy się z Diodakiem za oznakowaniem Jasienia(1062m) lub po prostu oznaczenia początku zielonego szlaku. Jak widać na tracku poniżej, udało nam się to, delikatnie mówiąc, kiepsko. Musieliśmy wrócić ponad 200m pod górę i ok. 4km w poziomie. Prawie na pewno szybciej zorientowałbym się o jakimś nietakcie, gdybym ustawił wcześniej w zegarze podgląd aktualnej wysokości. Zastanawiałem się potem całe zawody dlaczego tego nie zrobiłem – do tej pory zawsze tak ustawiałem tryb ultra…
Trochę zmoczeni i z lekko nadgryzionym optymizmem dotarliśmy w ciemnościach do PK3.

Zrzut ekranu 2017-07-10 o 16.07.2019749367_1596291870415076_1028264180_o

PK3 – 21:54(limit 01:00) – 19km➡️ 900m↗️

„Monsun majowy”
Kolejny punkt był pierwszym, na którym możliwe było uzupełnienie wody(potem jeszcze 7 i 11). Tym bardziej ważne, że udało się do niego dotrzeć bez większych zawirowań nawigacyjnych. Jednak żeby było ciekawie, dosłownie kilkadziesiąt sekund po nagraniu tego krótkiego wideo z nocnego zbiegu runął taki deszcz, że ani sekundy nie wahałem się, by ponownie założyć kurtkę. Najczęściej takie ulewy nie trwają długo, ale oczywiście w Beskidzie Wyspowym jak już lunie, to porządnie… Jednym susem pod drzewo i szybka akcja z kurtką, telefon do kieszeni na zamek i dalej do zbiegu. Jakąś minutę zajęło mi dojście do Krystiana, o którego z impetem rozbryzgiwał się spadający deszczu. Po kilkudziesięciu sekundach moknięcia nie było już sensu się ubierać, więc w sumie dobrze zrobił 😅 Może z 10min to trwało i można się było rozebrać.
Ten kawałek przyzwoicie z mapą, dlatego praktycznie 2 minutes to midnight🤘 byliśmy przy wodopoju w PK4.
Zrzut ekranu 2017-07-10 o 17.36.3519747948_1596291890415074_303566530_o

PK4 – 23:59(limit 05:00) – 29km➡️ 1150m↗️

„Ach śpiiiij Erfelu…”
2l kryniczanki lekko gazowanej załadowane do bukłaka + 0,5l do ręki. Na tym odcinku kilka razy straciłem rachubę: „już śpię czy zasnę za chwilę?”. Śledząc światłem czołówki kroki Diodaka jakoś udało się to przetrzymać i z optymalną nawigacją dotrzeć do kolejnego punktu.W walce ze snem bardzo dobrze sprawdził się też Facebook i komentarze, wiadomości od Was😄 Dzięki!
Tempo trzymaliśmy dobre, zapas sił był i czas poniżej 20h – nie szaleć z biegiem, robić swoje z kompasem – nowa życiówka 🤞

Zrzut ekranu 2017-07-10 o 19.49.04IMG_2070

PK5 – 01:33(limit 06:30) – 35km➡️ 1400m↗️

„Ile jeszcze dołożymy?! / Macie Kiełbaski?!”
Buty zmoczone już wielokrotnie po raz kolejny, po przejściu wysoką trawą przesiąknęły chłodną cieczą. Szczerze mówiąc było to wtedy całkiem przyjemne 😂 Warianty przejścia tych 8km wydawały się dość oczywiste, a co wydarzyło się w przeciągu kolejnych 3h? Ehh… wystarczy spojrzeć na track…
Nieraz zdarzyło mi się w górach nocą kompletnie stracić poczucie kierunku. To samo nastąpiło po wyjściu z lasu w Porębie Górnej. Na mapę spoglądałem dosłownie co kilka minut i zgodnie z Diodakiem schodząc na asfalt głównej drogi pokierowaliśmy się w lewo. 5min szybkiego marszu(dobrze że tak szybko 😂) i kompan, że to w drugą stronę. Patrzę na mapę i nie wierzę. Wszystko się zgadzało, orientuję mapę i dalej nie wiem o co mu chodzi…?! Jakieś 10min(w trakcie marszu) wnikliwej weryfikacji kierunków z kompasem i mapą zajęło mi połapanie się co to się wydarzyło, co z kolei wywołało wątpliwości rodzaju „skąd mi się wtedy mogło wziąć, że na asfalcie w lewo?!” 🤣
Okazało się, że najgorsze dopiero przed nami i wcale nie było to podejście +300m do Przełęczy Pośrednie! Przejaśniało się, więc wydawało się, że najgorsze za nami. Schodzimy z owej przełęczy, most, asfalt i kręcimy w lewo. Patrzę na kierunki i myślę „dość mocno na zachód, ale może akurat na tym wirażu. Poza tym może mapa trochę przekręcona, bo inne detale: wzniesienie terenu, rzeczki się zgadzały.” Do czasu. Nie dalej niż za dwa kilometry od ostatniego skrzyżowania powinniśmy być już przy punkcie, a tu droga bez końca i ciągle dziwnie na zachód! Wróciliśmy i rzeczywiście wzięliśmy pierwszą w lewo, a miała być druga. Jak czasem niewiele trzeba by obniżyć morale, dołożyć sobie 4km i 40min?

Nawet wspaniała kiełbasa-niespodzianka na PK6 nie dawała tyle radości co powinna… 😕 Uśmiech na twarzy pozostawał, ale z tyłu głowy kuliła się myśl, że plany o rekordzie mogę już sobie przekładać na 2018.

Zrzut ekranu 2017-07-10 o 19.42.525E6F9F4A-A070-40C7-AAF0-8435323509B4

IMG_2074

 

 

 

 

 

 

 

 

 

PK6 – 04:46(limit 09:00) – 43km➡️ 1700m↗️

„Time has come to say goodbye…” („So tired” – Ozzy)
Fajnie siedziało się przy kiełbasce z grila. Swoją drogą wielkie dzięki dla wolontariuszy z tego punktu! Super inicjatywa. Zostanie w pamięci 😉
Spędziliśmy tam dobre 15min i ruszyliśmy dalej wąwozem niedaleko Turbacza(pozdrowienia dla Piotra Biernawskiego! Twoje ulubione tereny🙂). Całkiem strome podejście (150m↗️ na 700m➡️), zgodnie z przewidywaniami, weszło właściwie bez grymasu na twarzy. To był dobry znak przed zbliżającym się półmetkiem. Plan „od połowy mocniej” zamiast „złamanie 20h” rysował już się mocniejszym konturem.
Na żółtym szlaku w stronę Turbacza Diodak wyłapał fajny skrót, gdzie udało się urwać jakieś 500m. Pół godziny przed dotarciem na 55km minęliśmy urocze stadko owieczek z dumnie czuwającym śnieżnym stróżem(foto poniżej). Rześkim marszem dotarliśmy do PK7, gdzie Diodak podjął decyzje o rezygnacji. Chyba słuszną, bo ze względu na leczone kolano nie mógł sobie pozwolić na gonitwę za czasem, a i perspektywa męczenia ciała i ducha przez kolejne minimum 45km w tym wypadku brzmiała wybitnie niezachęcająco. Tym bardziej, że w tym miejscu mieliśmy już dodane 16km.

Zrzut ekranu 2017-07-11 o 00.08.55IMG_2085IMG_2081

PK7 – 07:28(limit 12:00) – 55km➡️ 2000m↗️

„Może być tylko lepiej”
Na półmetku spędziłem 23 minuty, więc, zważając jak mało dobroci tam było, musiało się rewelacyjnie siedzieć na trawce popijając ciepłą herbatę 😁 Napełniłem bukłak, pożegnałem kompana i od teraz uposażony w gpsa Garmina ruszyłem dalej w trasę z nadzieją na jakieś zbiegi okoliczności, które pomogą dobrze wybierać warianty już do samej mety. Zupełnie inaczej patrzy się na mapę, kiedy jesteś sam na ścieżce i tylko do ciebie należy wybór kierunku, przecinki – wariantu. Na mnie działa to jakoś dobrze, bo od tego czasu właściwie nie notowałem problemów nawigacyjnych. Inna sprawa, że mieliśmy już dzień. W każdym razie, spoglądając czasem na pozycję na Garminie udało się całkiem sprawnie dotrzeć do nieoczywistego PK8.

Zrzut ekranu 2017-07-11 o 17.28.45IMG_2086

PK8 – 08:46(limit 13:00) – 60km➡️ 2250m↗️

„Szczęście na pokładzie”
Jak widać na załączonym wideo – łączka lekkim zbiegiem – optymizmu mi nie brakowało, szczególnie kiedy mogłem sobie zlecieć z góry po świeżo wydeptanej ścieżce 😂  Spoglądając na mapę, położenie kolejnego PK było chyba najtrudniejsze z tegorocznej edycji. Należało się bowiem orientować wg krawędzi, brzegów lasów i łąk, co, delikatnie rzecz ujmując, bardzo różnie odzwierciedlane jest na naszych kieratowych mapach 😜 Samo urządzenie nawigujące nie załatwia tu sprawy, jak i w innych sytuacjach, kiedy nie ma w okolicy wielu ścieżek, szlaków i charakterystycznych szczytów. Mimo to udało się praktycznie wpaść na ten punkt nawigując tym razem zdecydowanie bardziej intuicyjnie. Fajna młodzież na miejscu. Pozdrawiam serdecznie!

Zrzut ekranu 2017-07-12 o 00.49.01IMG_2096

PK9 – 09:47(limit 14:30) – 65km➡️ 2600m↗️

„SKLEP!”
Żeby było ciekawiej, nawigacja na kolejnym odcinku nie była o wiele prostsza. Może na początku, kiedy mijałem owieczki nie było specjalnie wyboru trasy i napierało się oczywistym wariantem, ale wiedziałem, że będę potrzebował jeszcze duuużo szczęścia, żeby wpaść równie trafnie na „skraj lasu w dolinie Potoku Gorcowego” co na ostatni „wylot drogi leśnej przy Polanie Magurki”(tak na mapie opisane było umiejscowienie punktów kontrolnych) 😂 Mniej więcej w połowie tego odcinka przy podejściu na Kosarzyską minąłem grupkę 8-10 osób,  potem kilku chłopa w okolicy Potoka Pierdułowskiego(!). W tej też mieścinie udało mi się trafić na pierwszy otwarty sklep spożywczy i momentalnie zdecydowałem się do niego zajrzeć. Lód truskawkowo-śmietankowy i zimna buteleczka soku owocowego były jak gorące kakao w zimowy wieczór przy dobrym filmie. Mocny kontrast, ale chyba łatwy do zinterpretowania 🙂 Po prostu trudno się było opamiętać przy jedzeniu tym bardziej, że, mimo braku konkurencji, pani wcale nie miała tam jakichś wygórowanych cen 🙂 Widziałem, że za mną weszła tam spora ekipa, a w ogóle to na mecie chodziły słuchy, że zawodnicy wykupili tam wszystkie słodkie i gazowane napoje z lodówki 😅 Posiłek przyjął się bardzo dobrze, toteż były siły na konkretne podejście, a potem dziki zbieg przez gęstwiny do PK10. Troszkę się pokręciłem w promieniu 500m od celu, bo jakoś nie mogłem uwierzyć, że byłoby to takie proste. Byłem trochę zbyt podejrzliwy, ale… ile razy tego zabrakło?! 😉

Zrzut ekranu 2017-07-12 o 01.02.54 IMG_2093IMG_2097IMG_2098

PK10 – 11:48(limit 17:00) – 73km➡️ 3100m↗️

„Jesteście popi****leni”😅
Mimo tych zakupów i małego kluczenia, udało się utrzymać bardzo przyzwoite tempo, dlatego też podbiłem chip, szybka fotka i ruszyłem dalej. Właściwie od razu podejście 250m prostopadle do poziomic. Dokładając do tego mocne słońce bliskie zenitu z przyjemnością wykorzystałem krótką pogawędkę z tubylcem pracującym na swoim stokowym polu rolnym. Chłop zapytał ilu nas tu jeszcze przejdzie, więc wyjaśniłem po krótce na czym polega nasza zabawa, co skwitował krótko: „Jesteście popi****leni.” 😅 Potem jeszcze wysłuchałem co ma do powiedzenia w temacie porównania jakości życia na wsi i w mieście. Gaworzyliśmy tak dobre 10min… 😀 W końcu trzeba było wziąć nogi za pas i podgonić tempo. Tak się dobrze złożyło, że z nawigacją nie było problemu(wydeptane ścieżki), a i tuż po tym wymagającym podejściu czekał nas dwa trzykilometrowe zbiegi z małym podejściem pomiędzy. Starałem się już wybierać bardzo bezpieczne warianty, ale już w samej Kamienicy zdecydowanie za długo(stracone z 5-6min) szukałem punktu kontrolnego(+wodopoju). Okrążyłem ten przeklęty park i w końcu jest… 😜
Zrzut ekranu 2017-07-12 o 02.12.26IMG_2101

IMG_2099

 

 

 

 

 

 

PK11 – 13:34(limit 20:00) – 82km➡️ 3450m↗️

„Pierwsza setka?😃”
Od kilkunastu kilometrów parę razy ktoś rzucił na trasie, że jesteśmy w pierwszej setce. Jakoś nie chciało mi się w to wierzyć, bo tempo oscylowało na wynik ok. 23h, co w ubiegłych latach dałoby miejsce w trzeciej-czwartej pięćdziesiątce. Na 11PK jednak te słowa się potwierdziły, co dodatkowo dźwignęło morale 🤘 Ponadto czekał mnie teraz krótki(4km) odcinek z podejściem 300m właściwie bez nawigacji. Bardzo dobrze działają na mnie takie małe, ale bardziej wymagające fizycznie fragmenty. Na ten czas udało się też zachować jedyny jaki w ogóle miałem żel energetyczny. Wszedł idealnie, popiłem wodą i mogłem napierać tak jakbym dopiero co wystartował. Jak jestem dobrze przygotowany i lecę zgodnie z planem, to głowa swoje zrobi i ostatnie punkty kontrolne każe ciału traktować jak jakąś zabawę 😀

Zrzut ekranu 2017-07-12 o 02.18.58F23F9D74-EC22-40B7-BB08-5B7BA8358352


PK12 – 14:23(limit 21:00) – 86km➡️ 3750m↗️

„Masz pan coś słodkiego?”
Upał dawał się we znaki, ale ilość płynów(głównie Kryniczanka z punktów) miałem bardzo dobrze wyliczoną i nie czułem specjalnie pragnienia. Co innego z głodem energetycznym. Do tej pory, przez tych ponad 20 godzin napierania zjadłem 100g suszonej wołowiny, 2 banany, kilkanaście daktyli(bardzo polecam!😉), loda i żel energetyczny. Siłą rzeczy niedobór kalorii musiałem w końcu odczuć. Nie było tragedii, ale parę razy poczułem odcięcie mocy na praktycznie płaskim odcinku. Bardzo dziękuję zawodnikowi, który po mojej prośbie bez wahania oddał mi swojego batona-chałwę w tamtym momencie. Wziąłem dwa solidne „dziaby” i po chwili mogłem spokojnie lecieć dalej. Do Przełęczy Słopnickiej truchtałem bez wpadek nawigacyjnych, więc udało się trochę nadrobić. 20h minęło już jakiś czas temu, ale pozostała walka o najlepszą do tej pory pozycję w generalce – też dobra motywacja 😉 Asfaltowy odcinek do Słopnic Górnych nie był już tak przyjemny, ale dało radę łączyć tam trucht z marszem.
W dojściu do PK13 była jeszcze jedna niepewna kwestia: czy uda mi się, zgodnie z planem, przejść strumykiem 400m i dotrzeć prosto do punktu? Początek wody znalazłem bez większego problemu. To był taki wąwozik, jakby zarośnięty okop. Wg mapy miał mnie wyprowadzić bezpośrednio na punkt, najkrótszą drogą. Problem w tym, że jak już przedarłem się przez chaszcze, żeby do tego strumyka dotrzeć, to potem nie dało się nim iść pod górę…! Zawalone jakimiś krzakami, niskimi drzewami do tego stopnia, że samo wydostanie się z powrotem na drogę trwało dobrych kilka minut. Z podartymi spodniami, czerwonymi od styku z kolcami przedramion poszedłem naokoło. Byłem bardzo zły na wszystko dookoła, że na mapie przy wodzie miała być tylko trawa, a nie busz cierniowy jak wokół jakiegoś więzienia o zaostrzonym rygorze. W każdym razie… kilkanaście minut później rozmawiałem już z obsługą PK13 😊

Zrzut ekranu 2017-07-12 o 15.22.50IMG_2107
PK13 – 16:09(limit 23:00) – 95km➡️ 3900m↗️

„Zdążę na teleexpress?”
Krótka pogaducha z obsługą. Jak zapytałem, czy jest szansa żebym zdążył na Teleexpress(17:00) odpowiedzieli, że raczej ciężko. Dla mnie było jasne, że zdążyłbym jeszcze przed emisją zaparzyć kawę🤠 Te ostatnie 5km prowadziły w większości w dół, dlatego założenie miałem, żeby po prostu dobiec/dotruchtać do końca(krótkie wideo – zbieg do mety). Dzięki temu udało się minąć jeszcze 10 osób i tak o 16:39 uradowany wpadłem  na metę w Gimnazjum w Słopnicach 😍🏁

META – 16:39(limit 24:00) – 100km➡️ 3900m↗️

„Najgorzej i najlepiej jednocześnie❓❓❓”
Zegarek w trybie „dobrego” zapisu GPS co 10s zliczył 120,91km (http://www.movescount.com/moves/move158498266). To był mój szósty z rzędu Kierat i nigdy jeszcze nie nadrobiłem tyle dystansu. Z czego to wynika? Przecież nie byłem tu przecież pierwszy raz, no i pierwszą połowę pokonywałem z dobrym, doświadczonym nawigatorem. Może właśnie tu był mój problem. Idąc w parze siłą rzeczy nie skupiałem się na mapie tak, jak robię to napierając w pojedynkę czy też z kimś obcym. Normalne że każdy może się pomylić czy przeoczyć znak i na tym właściwie polega zabawia w zawodach na orientację. Nigdy się też nie dowiemy, czy gdybym wyruszył na trasę sam, nie zrobiłbym tych samych lub innych wtop nawigacyjnych.

Mimo wszystko to były dla mnie niezwykle udane zawody – udało się ukończyć w dobrym zdrowiu w czasie 22 godzin i 39 minut, co dało mi najlepszą dotychczas pozycję na mecie Kieratu – 56 Open! 😎

Zrzut ekranu 2017-07-12 o 15.45.50IMG_2117

 

Za rok oczywiście wracam i robię rozpierduchę z tych 20 godzin, bo to już po prostu się tak dłużej nie da!! 😂

Dziękuję za uwagę i zapraszam do śledzenia facebooka(iron erfel ultra trail), instagrama(iron_erfel), gdzie przez kolejne tygodnie będzie sporo zdjęć, informacji z przygotowań do tegorocznego UTMB! 🇫🇷🇨🇭🇮🇹

PS uważajcie żeby nie zatrzasnąć sobie kluczyków, szczególnie kiedy jesteście trochę zmęczeni! 😅

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s