Piątek 22 maja 2015r. zaliczę do jednych z najbardziej niepowtarzalnych i nieprzewidywalnych dni w moim życiu.
Od początku…
Do czwartego z rzędu startu w ulubionej imprezie przygotowywałem się w tym roku wyjątkowo rzetelnie. Od początku roku, „pilnowany” przez biegowego kompana Krystiana Korzańskiego, wybiegałem ok. 600km w różnym terenie, warunkach. Wiązałem z tym startem duże nadzieje na poprawę rekordu zawodów z roku 2012(24h 51min). Wyruszyliśmy z resztą ekipy(pozdrawiam Olka i Pawła!) z Rybnika planowo ok. 12:45. Z zapasem „na korki” mieliśmy być w Limanowej o 16, by spokojnie obyć się z trasą na mapie, rozciągnąć, rozgrzać. Pozostało, jadąc przez Żory, zaopatrzyć się w mały powerbank, by w razie czego doładować na trasie zegarek, telefon…  Na 1,5km przed poszukiwanym sklepem, przy zjeździe z ronda nagle puk, stuk – sprzęgło w podłodze.

 Zdjęcie 22.05.2015, 12 35 51 

Zostawiliśmy samochód na wjeździe do pewnego domu(za zgodą właściciela) i poszliśmy do centrum miasta, gdzie zgodziła się po nas przyjechać dobra znajoma(pozdrawiam Marta!) i podwieźć do domu dziadków, od których planowałem pożyczyć samochód na wyjazd. Na tej operacji straciliśmy jakąś godzinę, ale mieliśmy jeszcze trochę zapasu. Byłem dość spokojny. Start o 18 był niezagrożony. Gdy byliśmy jakieś 100m od umówionego z Martą parkingu Decathlona, zadzwoniła: stoję na skrzyżowaniu, nie mogę ruszyć(~skrzynia biegów). Na szczęście byliśmy niedaleko i w kilka minut dopchaliśmy samochód na ww. parking.

Zdjęcie 22.05.2015, 13 54 31

Na szczęście Marcie udało się zaangażować w sprawę ciocię, która po kilkunastu minutach(już wiedzieliśmy, że w Limanowej będziemy najwcześniej o 18) odebrała nas z Żor. Przesiedliśmy się do kolejnego auta i ok. 15:00 wyjechaliśmy w 175km trasę. Bez większych problemów po drodze o 18:30 (pół godziny po starcie maratonu), tradycyjnie w hotelu „Siwy Brzeg”, odebraliśmy pakiety startowe. Na moich plecach: 2l wody w bukłaku, 300ml soku marchwiowo-brzoskwiniowego, 2 banany, 6 musów jabłkowych, 6 musów truskawkowo-ciastkowych, 6  tubek żeli energetycznych, 3 batony energetyczne, czołówka, skarpetki na zmianę, folia nrc, powerbank, kilkanaście złotych.

 

O 19:05 ruszyliśmy ze „startu” do PK1.

Zdjęcie 22.05.2015, 19 07 22

Na przejście 6,5km mieliśmy 3h, więc raczej nie baliśmy się „wypadnięcia” z limitu.
Założenia, dostosowane do niełatwej sytuacji, mieliśmy takie:

  • jeśli do PK2 uda się kogoś wyprzedzić, to będzie super;
  • nawigujemy na bieżąco, od punktu do punktu – nie ma czasu i warunków na planowanie;
  • straciliśmy godzinę, ale powalczymy o wynik ok. 25h – wystarczy iść równo, nie nadrabiać kilometrów i nie stać na punktach

(http://maratonkierat.pl/mapy/mapa15.jpg) – Mapa kieratu 2015
(http://www.movescount.com/pl/moves/move63427583#anchor=media-525420) – Dokładny zapis trasy/track GPS

I – Do pierwszego Punktu po LOPie nie było żadnego kłopotu.

Zdjęcie 22.05.2015, 20 20 35

Powoli dogrzewaliśmy układ ruchu i oswajaliśmy się z trasą na mapie. Sugerowane 6,5km i 240m↑ zajęło nam 1:13h.h
II – Po kilkudziesięciu minutach, w drodze do PK2, jedyne światło widzialne pochodziło już tylko z diod naszych czołówek i kilku przydrożnych lamp. Przed zejściem do Słopnic udało nam się „uciec” z ostatniej pozycji, więc byliśmy zadowoleni. W samym mieście niestety straciliśmy ok. 13min. Na kieratowej mapie nie było „pierwszej w lewo”, którą planowaliśmy pójść i trochę się pokręciliśmy, zanim się zorientowaliśmy, że za łukiem 150m dalej jest właściwa droga. Dalej bez kłopotu, zgodnie z planem, po błotnistej drodze osiągnęliśmy PK2

Zdjęcie 22.05.2015, 22 28 19

Udało się zyskać kilka kolejnych pozycji względem tych, którzy odpoczywali przy ognisku. 11km i 270m↑ trwało 2:05h
III – Na kolejnym odcinku spodziewaliśmy się konkretnego podejścia, bo Punkt umieszczony był przy zbiorniku retencyjnym na stoku góry Kostrza(719m). Niestety jedyne co pamiętam z tego odcinka, to właśnie końcowe podejście, kiedy to, gdy już nie mogliśmy przy drodze znaleźć oznakowania zielonego szlaku, zdecydowaliśmy się pójść wzdłuż źlebu strumienia uchodzącego z ww. zbiornika. Opłaciło się i bez nadrabiania km dotarliśmy do PK3. Tam też minęliśmy kolejnych zawodników. Do tego czasu moje tętno nie przekroczyło 155sk/min, a średnio wynosiło ok. 110sk/min, więc zaczęliśmy wyjątkowo ostrożnie. 9,5km i 410m↑ pokonaliśmy w 1:45h.
IV – Dojście do kolejnego Punktu(szczyt Kamionna; 801m) prowadziło przez Pasierbiecką Górę(763m) i tam już dało się poczuć podejścia. Chłopaki trochę nie mogli odżałować tego fragmentu, no ale przecież gdzieś te 3500m w górę trzeba zrobić 😛 Trzeba też pamiętać, że dodatkowo deprymowała aura – całkowicie ciemno, dużo wilgoci w powietrzu i mgła. Dobra nawigacja, równe, miarowe tempo i znów udało się urwać kilka pozycji. 2:05h trwało przejście 8,5km i 390m↑.
VTu działo się niemało.  5PK był w tym roku, o dziwo, pierwszym wodopojem.

Zdjęcie 23.05.2015, 03 37 01

Szczęśliwie temperatura nie prowokowała nadmiernej potliwości, bo inaczej mógłby być kłopot z płynami do tego miejsca. Chwilę tam posiedzieliśmy: szybkie jedzonko(baton), dolanie wody do pełna, wytrzepanie butów i tyle. Te jedyne 4,5km i 0m wzniesienia(praktycznie samo zejście) trwało 0:50h i tego trochę żałuję. Co prawda na zejściu było grząsko, ale mimo to ledwo 5km/h na takim odcinku to zdecydowanie za wolno. Spędziliśmy tam dobrych 25min, a jakieś 200m po wyjściu z punktu Olek poprosił o jeszcze chwilę przerwy – to niestety zwiastowało poważniejszy kłopot. Mimo kilku prób rozchodzenia i innych znanych sposobów, ból brzucha nie pozwolił na kontynuowanie zawodów. Paweł też nie czuł się na siłach, by przy swoim debiucie ryzykować zejście z trasy między punktami i razem z Olkiem zrezygnowali z dalszej rywalizacji. Szczęśliwie decyzję chłopaki podjęli, gdy staliśmy pod dachem przystanku PKS, a z chmur wylał się porządny deszcz. Od tego momentu szedłem sam.
VI – To był mój 4 z kolei KIERAT, ale, do tej pory, każde zawody kończyłem we wcześniej określonym towarzystwie od początku do końca. W związku z tym trochę obawiałem się samodzielnej nawigacji tym bardziej, że chciałem trochę nadrobić czasu, co nie ułatwia drobiazgowego analizowania mapy. Na szczęście było już jasno, a ja czułem się dobrze i wiedziałem, że jestem na tyle mocny, by powalczyć o wynik poniżej 24h(rekord – 24:51). Dochodząc do PK5 miałem 3:30h zapasu nad limitem, więc potrzebowałem urwać jeszcze 2:30h. Nawigacyjnie banalnie prosty i oddalony o tylko 3,5km PK6 osiągnąłem dopiero o 4:46.

Zdjęcie 23.05.2015, 04 47 35

Tam dogadałem się z mapą, szybkie zdjęcie na Twittera z informacją o rezygnacji kolegów i ruszyłem do 7-ki.
VII – Trochę grząskiej ziemi i śliskiej trawy były jedynym utrudnieniem na tym odcinku. Wybrałem łatwiejszy(ciut dłuższy od najkrótszego) wariant z niebieskim szlakiem, którym wystarczyło zbiec do Rajbotu i potem kilka km asfaltu do cmentarza wojennego 303. 4,5km i 60m↑ zrobiłem w 0:50h(co oznacza, że nie udało się wiele zyskać).
VIII – Połowa dystansu i porządny punkt odżywczy w Gospodzie „Pod Kamieniem” z bułkami, dobrą kawą i badziewiem w postaci gorących kubków.

Zdjęcie 23.05.2015, 06 03 16

3km i 30m↑ przeleciałem w większości truchtem(0:20h), dzięki czemu mogłem spokojnie usiąść na parę dłuższych chwil i zaplanować wariant na 9-tkę.
IX – Dojście do „polany z amboną” nie wygląda źle, ale nienormalnie obawiałem się tego fragmentu, bo, z jednej strony, wiedziałem, że mogę sporo nadrobić przy niezłej nawigacji, a z drugiej pamiętałem tę „pierwszą w lewo” z początku zawodów. Bardzo skupiony na obserwacji, truchtając poboczem, minąłem kilku piechurów… iii jest! Trzecia w lewo była trzecią w lewo! 🙂 Podejście minęło ani się obejrzałem. Na szczęście udało się zachować chłodną głowę i, nie przekraczając 160sk/min, o 7:26(0:30h do przodu!) zaliczyłem PK9

Zdjęcie 23.05.2015, 07 28 43

– Na trasie do PK10(przecinką w dół do drogi; główną w prawo i w lewo do czarnego rowerowego) spotkałem, minąłem małą grupkę napieraczy, w tym p. Przemka Kiełka z ekipy „Dogoń Grodzisk Mazowiecki”, którego przy okazji serdecznie pozdrawiam! Przetruchtaliśmy trochę płaskiego i odbyliśmy pogawędkę aż do 10PK. To był jeden z bardziej miłych fragmentów na całej trasie, ale nie mógł trwać dłużej, bo miałem zbyt dużą stratę do rekordu i zbyt duży zapas sił. Musiałem gonić. 4km i 190m↑(0:50h) poszło nam całkiem sprawnie. Co prawda do punktu doszliśmy trochę inną ścieżką niż planowaliśmy, ale to trzeciorzędny szczegół 🙂
XI – Galopem! Do PK11 zielonym szlakiem praktycznie bez znaczących wzniesień. Tam udało się trochę przyspieszyć. Na mapie niby łatwo i przyjemnie, ale miałem wrażenie, że już dawno minąłem przecinkę, w którą miałem skręcić. Na tym fragmencie długo nikogo nie widziałem, co też potęgowało obawy. Na szczęście niesłusznie, bo w końcu dojrzałem ładną ścieżynkę w prawo i za moment Punkt.

Zdjęcie 23.05.2015, 09 03 10

 

4km i 190m↑ udało się „zrobić” w 45min. Biegłem wtedy na rekord (równe 6h zapasu względem limitu) co już bardzo mnie satysfakcjonowało i dało porządnego kopa. Do mety zostało 5 Punktów i 33km. Wiedziałem, że z takim tempem mogę skubnąć jeszcze kawał czasu. W głowie miałem 20h.
XII – Bardzo miłe panie na 11-tce podpowiedziały, że „99%, a może i wszyscy” biegną w dół, więc posłuchałem bez spoglądania w mapę. Telefon i powerbank rozładowane, więc niestety koniec z Relacją Live. Do kolejnego Punktu droga była prosta: przecinką zbieg; za kościołem w prawo; pierwsza w lewo i za parę kilometrów znaleźć zielony szlak w prawo(w las). Takie miałem szczęście, że zbiegając dostrzegłem Kieratowicza wchodzącego w las. Niestety z drogi nie mogłem dopatrzeć się oznakowań „zielonego”, ale, w naszych górach, to o niczym nie świadczy 🙂 Dogoniłem kolegę i po chwili pojawiły się biało-zielone flagi na korach drzew. Razem z p. Czabajskim „podbiliśmy” karty na punkcie i dalej ruszyłem truchtem. O ile pamiętam, to byliśmy tam blisko 190 miejsca – super 🙂 ! 4km i 90m↑ zajęło 0:37h.

Zdjęcie 23.05.2015, 09 40 40
XIII – W drodze do PK13 działy się bardzo dziwne rzeczy. Patrząc na mapę – banał! Zielony, zielony, zielony, w lewo i za kościołem lekko w prawo. Jak to wyglądało w rzeczywistości? Owszem, przeciąłem w dolince drogę i napierałem szlakiem wzdłuż rzeki pod niezłe podejście. Nagle patrzę jakieś domy, szlaku nie ma, myślę -co to się stanęło? Na szczęście na trawie widać było wychodzoną dość świeżo ścieżkę, więc nawet się nie zastanawiałem specjalnie gdzie jestem. Po wyjściu na drogę ze szlakiem szybko zapytałem tubylców którędy do centrum i siup! Hen w dolinę! Po chwili, minąwszy parę krzyży zorientowałem się konkretnie i mogłem dalej gonić czas w drodze do 13-tki. Tam zdecydowanie wzrosło zagęszczenie ultrasów. Kilku minąłem, kilku jeszcze widziałem przed sobą. Wyszedłem na główną drogę, za kościołem lekko w prawo. Jestem na Punkcie. Jest dobrze. 0:59h zajął mi odcinek 5km i 200m↑, więc znowu godzina do przodu.
XIV – Kilka łatwych kilometrów dawało nadzieję na bardzo pomyślne zakończenie wyścigu w dobrej formie fizycznej, psychicznej, bez poważnych kryzysów. Przecinką do „niebieskiego” i w prawo; główną w lewo i na rowerowy w prawo. Niestety nie przypominam sobie jak wyglądał ten Punkt. Do „skraju lasu” oddalonego o 5km i 170m↑ doleciałem planowo w 0:48h. No i PK15…
XV – Pierwszy i ostatni kryzys. Plan był dobry: grzbietem, drogą aż do Ujanowic; przejść przez rzekę i wskoczyć na czerwony szlak rowerowy – ALE – okazało się, że żadna z dróg prowadzonych pod górę nie była oznaczona tym szlakiem. Wybrałem więc wersję bezpieczniejszą, której byłem pewien ze względu na kształt(zgodny z mapą). Dość długie podejście i świadomość zbliżającego się jeszcze dłuższego i bardziej stromego trochę deprymowały, ale byłem rad z wyboru dobrej przecinki i to uczucie zdominowało inne – do czasu… Planowałem przejść(pod górę) tę Kobyłczynę i wskoczyć na równoległą do poziomic drogę. Problem pojawił się, jak mijałem kolejne sady, a wciąż nie znalazłem prostopadłej, przecinającej mój tor przecinki. Co chwilę coś odchodziło w jedną, to w drugą stronę – nic jednocześnie! Wtem wpadłem na genialny pomysł: zegarek poda mi dokładne współrzędne geograficzne aktualnego położenia i porównując znajdę odpowiednie skrzyżowanie; współrzędne mam, teraz mapa… iii…na mapie co prawda jest siatka z równoleżnikami i południkami, ale bez opisu ;/ Zapytałem tubylcy, który poradził dojść do końca drogi i przy kościele będzie droga w lewo(„czerwony rowerowy”) prowadząca na Gołą Górę. Zszedłem więc i nadrobiłem parę metrów, ale wiedziałem gdzie jestem. Tam też spotkałem kolejnych dzielnych panów których chciałbym serdecznie pozdrowić! Razem zdobyliśmy najtrudniejszy Punkt tegorocznego Kieratu – Wieża Widokowa na stoku Jaworza(917m). 2:28h na 9km i 520m↑.10km do mety i czas na 22h! 🙂
META – 
Trochę dłużący się zbieg niebieskim z Jaworza dał możliwość zyskania jeszcze trochę czasu. Wyminąłem tam kolejnych kilku zawodników i zawodniczkę, ale znów kilka/kilkanaście minut straciłem przez głupi błąd nawigacyjny przy wyciągu(co widać na zapisie z Ambita). Po odnalezieniu odpowiedniej drogi, do centrum biegło się dobrze, a zawołanie pewnej pani, która podobno śledziła Relację Live na Twitterze jeszcze utrwaliła mi uśmiech na twarzy 🙂
11356320_991296207582266_12046498_n

 

CZAS: 21h 32min, OPEN: 98, M:93
Rekord pobity o ponad trzy godziny, co, biorąc dodatkowo pod uwagę godzinne spóźnienie na starcie, dla mnie genialny rezultat i świetny prognostyk na najważniejszy bieg tego roku: Bieg 7 Szczytów.

Bardzo dziękuję wszystkim, którzy aktywnie wspierali mnie na trasie, a w szczególności Mamie, która nawet pamiętała, żeby mi przypomnieć o konieczności odpoczynku między punktami 🙂

Zachęcam do zadawania pytań, komentowania i dzielenia się swoimi wrażeniami.
Pozdrawiam
Biegiem na szczyt!

Rafał (Iron Erfel) Majchrzak

PS Z powodu wyborów prezydenckich musieliśmy wracać w nocy z soboty na niedzielę. Stąd brak zdjęć z oficjalnej, niedzielnej gali.

Reklamy

5 uwag do wpisu “2 zepsute samochody, opóźniony start i rekord – KIERAT 2015

    1. Wielkie dzięki Tomku 🙂
      12 godzin wydaje się niemożliwe, ale skoro w ciągu godziny mogą się popsuć 2 samochody, którymi chcemy jechać, to kto wie… 😛
      Pozdrawiam!

      Polubienie

    1. Z tego co widzę w „klasyfikacji za wytrwałość”, to te 24h są najlepszym, dotychczas, rezultatem, więc jak najbardziej gratuluję 🙂
      Za rok trzeba złamać 20h – obowiązkowo.

      Polubienie

  1. wystarczyło uniknąć nawigacyjnych „baboli”, a szczególnie tego na pk15 gdzie dołożyłeś sobie 4-5km (1h extra wg średniego tempa). Jak widzisz nogi to nie wszystko 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s