3 dni, 2 noce pod namiotem na wysokości +2000m przy granicy francuskich i włoskich Alp. W tym czasie można się, co najwyżej, trochę obyć ze specyficznym stężeniem tlenu w powietrzu, ale prócz tego cennego doświadczenia nie brakowało stromych przewyższeń i cudownych widoków. Żeby to dobrze wykorzystać, każdego dnia, oprócz biegania, wybraliśmy się na spacer. Na dniach w pełni zaktualizuję wpis.

1. Pierwszego dnia, po południu, chciałem zasmakować mocnych podbiegów w postaci krótkiego 30-40min mocnego biegu z przerwami na marsz. W połowie wyglądało to tak, jak na filmie, a całość można prześledzić na tracku http://www.movescount.com/pl/moves/move73697266

2. *na dniach*

3. Trzeci i ostatni dzień chciałem przeznaczyć na dłuższe wybieganie bez przewyższeń. Tak, żeby naciosać trochę kilometrów na wysokości +1900m w ciągłym biegu, w możliwie spokojnej formie. Długo nie musiałem szukać, bo jakieś 30min marszu od namiotu znajduje się piękne jezioro du Mont Cenis, otoczone górami sięgającymi ponad 3000m wysokości. Dokoła poprowadzona jest droga(nawet na tamie, skąd pierwsze ujęcia filmiku), więc nic, tylko biec. Przed startem wypełniłem bukłak wodą(2l), zabrałem 2 batony TORQ i przygotowałem 0,5l RECOVERY do wypicia po „imprezie”. W razie czego, jak zwykle, miałem też ze sobą tubkę słodzonego, gęstego mleka 😛
Track z całej trasy. Trochę przewyższeń się nazbierało przez drobną pomyłkę nawigacyjną. Z drogi nie za bardzo było widać nad którą częścią plaży aktualnie się znajdowałem i w pewnym momencie musiałem zawrócić. http://www.movescount.com/pl/moves/move73697278

Reklamy